16.05.2016 Nie samą pracą zule żyją

 Na jeziorze Maszyna (znajdującym się na terenie Nadleśnictwa Międzychód) zmierzyli się miłośnicy wędkowania. W szranki (tudzież w szuwary) stanęli członkowie sekcji wędkarskiej przy Nadleśnictwie Międzychód oraz przedsiębiorcy leśni wykonujący usługi na terenie nadleśnictw Międzychód i Międzyrzecz

30 kwietnia właśnie nad tym akwenem odbyły się coroczne zawody wędkarskie o puchar nadleśniczego Nadleśnictwa Międzychód. Ze względu na lekki przestój w pracach leśnych zulowcy do zawodów przystąpili wypoczęci i z wielkim animuszem. Niestety, nie było warunków, żeby wreszcie puchar trafił na przygotowaną od lat półkę w biurze prezesa SPL... Po pierwsze: ryba brała wyjątkowo słabo; po drugie: koledzy z sekcji mieli w swoich szeregach prawdziwych mistrzów. Na dodatek ściągnęli na pomoc urlopowanego pracownika nadleśnictwa, Rafała Ciszewicza, sprawującego obecnie urząd zastępcy burmistrza w Międzychodzie. Po raz kolejny Rafał udowodnił, że nie tylko w tych zawodach nie ma sobie równych. Najbardziej przykro było siedzącemu obok prezesowi, mogącemu tylko popatrzeć na wyczyny mistrza, który złapał prawie 3 kilogramy ryb, a on tylko jedną, i niestety nie złotą rybkę. Tylko stoicki spokój, wypracowany latami współpracy z LP, pozwolił na uśmiech i gratulacje…


Zawody wygrała sekcja wędkarska z Międzychodu, a indywidualnie – oczywiście Rafał Ciszewicz. Oprócz pucharu sekcja wędkarska przygotowała nagrody indywidualne za pierwszych 6 miejsc. Z kolei przedsiębiorcy przygotowali skromne nagrody w kategorii kobiet (a startowały wyjątkowo urocze panie) oraz w kategorii najlepszego zulowca. Nagrodę pocieszenia otrzymał najmłodszy uczestnik zawodów. Po wręczeniu nagród wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na pyszną grochówkę i kiełbaskę, którą przygotowali właściciele miejscowych zakładów usług leśnych.
Po wyśmienitym poczęstunku był czas na pogawędki i wspomnienia, a tradycyjnie na koniec imprezy organizatorzy zaprosili na następne zawody za rok. Tego typu spotkania i zawody są przykładem, że nie tylko pracą się żyje. Sympatyczne docinki w stylu: – gdybyś tak siekierą machał jak wędką, to nie byłoby tyle uwag do sęków, czy też: – gdybyś tak dokładnie cechował jak zanęcasz, nie wracałbym tyle razy na powierzchnię – nikogo nie obrażały i świadczyły o tym, że uczestnicy zawodów mogą z przymrużeniem oka porozmawiać o pracy. Do zobaczenia za rok, ryby urosną a puchar może będzie większy i trafi w końcu na wspomnianą półkę…
Romuald Roman

Dodatkowe informacje