06.07.2017 Kreatywna księgowość - ile kosztuje praca harwestera

Wielu nadleśniczych, którzy kierują jednostkami posiadającymi własne harwestery, chwali się niskimi kosztami pracy swoich maszyn. Niestety w wypowiedziach swych nie ujawniają całej prawdy. Z czego to wynika? Świadomie, bądź też nie, pomijają niezwykle istotny aspekt, że maszyny należące do LP pracują na najlepszych powierzchniach, w optymalnych warunkach organizacyjnych i między innymi z tego wynika ich niska średnia stawka.

Dnia 5 lipca w Tucholi odbyło się spotkanie przedsiębiorców leśnych świadczących usługi na terenie RDLP w Toruniu z przedstawicielami administracji. Tematem przewodnim był problem drastycznie niskich stawek za usługi leśne w tej dyrekcji. W czasie dyskusji jeden z nadleśniczych stwierdził, że należący do jego nadleśnictwa harwester z powodzeniem pracuje za średnią stawkę w wysokości ok. 30 zł/m3, zapewniając przy tym, że koszty maszyny są w jego jednostce liczone rzetelnie.
W swoim krótkim wystąpieniu na tym spotkaniu, w którym odnosiłem się do wielu różnych spraw, nie chciałem szerzej nawiązywać do tej kwestii, aby nie odbiegać od głównego wątku spotkania. Wywołanego zagadnienia liczenia kosztów pracy nie można jednak pozostawić bez komentarza.


Podczas spotkania zasugerowałam tylko, że należący do nadleśnictwa zestaw pracuje z pewnością na najlepszych powierzchniach, głównie na zrębach z litą sośniną. Przy pozyskaniu w takich warunkach osiągnięcie średniego wyniku na poziomie 30 zł/m3 jest możliwe i nie jest niczym niezwykłym. Na tego typu powierzchniach za pracę mojego zestawu nadleśnictwo, w którym świadczę usługi, płaci mi 28 zł/m3 i jestem z tej stawki zadowolony. Jednak zręby to przecież nie wszystko. Te same maszyny, pracując na stawkach katalogowych w trzebieżach późnych, osiągają średni wynik pozyskania i zrywki na poziomie 56 zł/m3. A przecież sumaryczna średnia musi uwzględniać wszystkie powierzchnie, na których maszyna pracuje.
W obsługiwanym przeze mnie nadleśnictwie rozliczanie pozyskania następuje wg katalogu norm pracochłonności, zaś zrywka wg jednostek naturalnych. Koszt pracy mojego zestawu analizuję w oparciu o stawkę za roboczogodzinę do katalogu w wysokości 16,30 zł oraz średnią stawkę za zrywkę drewna 22,00 zł/m3 w przypadku drewna stosowego oraz 13,50 zł/m3 w przypadku drewna wielkowymiarowego. Przy przyjęciu takich właśnie założeń średni koszt pozyskania drewna na zrębach wynosi 28 zł/m3, a w trzebieżach późnych 56zł/m3 i więcej.

Nadleśniczowie przedstawiający koszty pracy swoich maszyn zazwyczaj żonglują faktami. W swoich wyliczeniach pomijają wiele kosztochłonnych aspektów. Przede wszystkim nadleśnictwa nie finansują bezpośrednio zakupu maszyn. Na inwestycje te przeznaczane są przecież środki z Funduszu Leśnego. Odpisy nadleśnictw na ten Fundusz to zupełnie odrębna rzecz. Analizy z pewnością nie uwzględniają zatem kosztu zakupu maszyn, w tym zaciągniętych kredytów, rat leasingowych czy amortyzacji. Jako że nadleśnictwa nie kupują maszyn z własnych środków, to nie muszą we własnym zakresie gromadzić kapitału na odbudowę wyeksploatowanego parku maszynowego. Przy liczeniu kosztów jednostkowych nie uwzględniane też są, jak sądzę, koszty nadzoru, administracji czy transportu maszyn. Kolejna rzecz - koszt jednostkowy pozyskania metra sześciennego w bardzo dużej mierze jest pochodną liczby godzin przepracowanych przez maszynę w ciągu roku i jej wydajności. Im większy front robót zapewniony, tym więcej motogodzin, a w efekcie niższe koszty jednostkowe. Analizy nadleśnictw z całą pewnością nie muszą zatem uwzględniać kosztów przestoju maszyn, bo przecież ich zestawy mogą pracować bez przerw. W sytuacjach złej koniunktury w sprzedaży drewna maszyny należące do nadleśnictwa pracują, gdy tymczasem naszym mówi się stop. Zatrudniani przez nas pilarze również nie mają wtedy co robić… Wydajność w głównej mierze zależy od drzewostanów, w których prowadzone są cięcia. A dla swoich maszyn nadleśnictwo zawsze wybierze te najlepsze… Co ciekawe też, jak się okazuje, wiele elementów roboczych w maszynach należących do LP jest wymienianych częściej, niż w zestawach pozostających w posiadaniu firm prywatnych. Mam tu na myśli m.in. prowadnice, łańcuchy czy kółka napędzające element tnący. Dane te uzyskałem od magistranta piszącego swoją pracę na ten temat.
Mając na uwadze wszystkie powyższe aspekty nie wierzę w to, że Lasy Państwowe są w stanie osiągnąć niższe koszty utrzymania sprzętu i pracowników niż nasze prywatne firmy. Po prostu prezentowane nam wyliczenia kosztów pozyskania maszynami należącymi do LP są niepełne, gdyż nie uwzględniają wielu elementów składowych, a które nadleśnictwa muszą ponosić. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że decydując się w latach 90-tych na prywatyzację usług leśnych, Lasy Państwowe zdołały uchronić się od poważnych kłopotów finansowych. W tej chwili, mimo świetnej kondycji finansowej, też szybko stanęłyby na skraju bankructwa, gdyby wszystkie prace wykonywane były w oparciu o własnych pracowników…

Tadeusz Ignaciuk

Dodatkowe informacje