Najnowsze aktualności

06.07.2017 Praca z widokiem na przyszłość - praktyki studentów z Ukrainy

Tadeusz Ignaciuk ma pozytywne nastawienie do grupy studentów z Uniwersytetu Lwowskiego odbywających praktyki w Polsce, m.in. w jego firmie. W obliczu narastającego problemu braku rąk do pracy dostrzega on perspektywę w przyjmowaniu na staż adeptów leśnictwa zza wschodniej granicy. Podkreśla, że niektórzy z nich w przyszłości mogą stanowić wysoko kwalifikowane kadry polskich firm, inni zaś piastować stanowiska w ukraińskich strukturach leśnych, a nawiązane teraz kontakty później zaowocują

Wiele polskich firm leśnych w coraz większym stopniu ma kłopoty ze znalezieniem chętnych do pracy. Mając świadomość konieczności pozyskiwania pracowników spoza granic kraju, prezes SPL Tadeusz Ignaciuk podjął rozmowy z ukraińskimi uczelniami wyższymi sektora leśnego: Narodowym Uniwersytetem Wschodnioeuropejskim w Łucku, Koledżem Leśnym w Szacku oraz Narodowym Uniwersytetem Leśnym we Lwowie. Dzięki tym działaniom powstała możliwość zatrudniania przez członków Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych studentów leśnictwa z Ukrainy w ramach programu praktyk studenckich, koordynowanego przez Krajową Izbę Gospodarczą. Oczywiście praktyki te nie mają być wakacjami dla młodych ludzi, a wręcz przeciwnie – ukraińscy studenci z założenia przyjeżdżają do pracy, którą chcą wykonywać solidnie i wydajnie, a przy tym wyrabiać nawyki pracy według standardów europejskich. Rzecz jasna przyjmowanie praktykantów przez polskich przedsiębiorców musi być ekonomicznie opłacalne


Lotna brygada
Pierwszych 17 studentów z Ukrainy trafiło w czerwcu do trzech przedsiębiorców: po pięciu do Wojciecha Szczotki ze Złotowa i Jacka Malinowskiego z Gościeradowa oraz siedmiu do Tadeusza Ignaciuka z Giżycka. Po początkowym braku zainteresowania inicjatywą, chęć przyjęcia praktykantów zgłosiło więcej przedsiębiorców. Organizację ułatwi z pewnością umowa podpisana z Koledżem Leśnym w Szacku, na podstawie której kolejni studenci mają przyjeżdżać do Polski w trybie bezwizowym. W lipcu do trzech kolejnych firm w naszym kraju trafili na praktyki uczniowie szackiego koledżu.
Wraz z grupą siedmiu studentów po trzecim roku studiów na Uniwersytecie Leśnym (Katedra Leśnych Maszyn), pracujących u Tadeusza Ignaciuka, przebywa 42-letni wykładowca Andriej, oddelegowany z lwowskiego uniwersytetu w ramach obserwacji. Mimo to też chętnie podjął pracę fizyczną wraz z praktykantami. Codziennie rano z polskim brygadzistą Ryszardem studenci jadą w teren na pielęgnację upraw. ¬– To jest lotna brygada, która pielęgnuje tam, gdzie jest problem – mówi Ignaciuk. – A jest problem z pielęgnacją, bo jest problem z ludźmi do pracy w lesie w całym kraju. W okolicach Giżycka także ciężko jest o pracowników sezonowych, ponieważ to rejon turystyczny. Potencjalni pracownicy chętniej podejmują pracę w turystyce ze względu na to, że jest lżejsza i przynosi lepszy dochód niż w lesie. To jest kłopot porównywalny do tego w zachodniej częścią Polski, gdzie pracownicy sezonowi chętnie wyjeżdżają na Zachód.
Na pytanie, jak pracują ukraińscy studenci, brygadzista Ryszard odpowiada: – Będzie chleb z tego. Co prawda trzeba było ich uczyć. Niektórzy pierwszy raz trzymali kosę w rękach, inni już kosili u siebie na działkach mniejszymi maszynami. 70–80% z nich to już wie, o co chodzi. Jeden jest wyjątkowo dobry, po prostu płynie, tańczy w rządku. A są tacy, którzy się nie nadają, to np. sadzonek szukają tylko. Ale ogólnie robotę wykonują. Jak mi szef powiedział, że przyjadą studenci, jeszcze niemający doświadczenia w lesie, to byłem przerażony, a jestem pozytywnie zaskoczony. Pan Ryszard podkreśla jednocześnie, że w kontaktach z naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy nie ma żadnych barier językowych.
Praca i nauka
Pracę studenci zaczynają codziennie o piątej rano, osiem godzin zajmują się pielęgnacją, czasem krócej, gdy jest szczególnie dokuczliwy skwar. Wówczas polski brygadzista zabiera praktykantów, by pokazać im pracę harwestera lub innego sprzętu. – Co prawda nie codziennie, ale staramy im się coś pokazać na zakończenie dnia. Patrzą co w lesie robimy – mówi Tadeusz Ignaciuk. – W sobotę pokazałem im też kawałek Mazur, była wycieczka statkiem, obiad. Generalnie praktyki mają trwać miesiąc. Jednak część studentów deklaruje chęć pozostania do końca wakacji. Oczywiście chcą zarobić na koszty swojego utrzymania i pracować w pielęgnowaniu upraw. Tadeusz Ignaciuk planuje też, we współpracy z panią nadleśniczym Nadleśnictwa Giżycko, pokazać pracę administracji leśnej.
Można odnieść wrażenie, że przedsiębiorca z Giżycka, który sam w studenckich czasach, które przypadły na lata 80., wyjeżdżał pracować do Niemiec i wiele się w ten sposób nauczył o innym modelu życia, chce spłacić swoisty dług i dobre wzorce przekazać dalej. – Oni muszą się jednego nauczyć, czego ja też się kiedyś na swoich wyjazdach nauczyłem – wyjaśnia Ignaciuk. – U nas przed zmianami ustrojowymi zakłady pracy funkcjonowały w ten sposób, że pracownik rano przychodził do pracy i dopiero myślał, co w danym dniu dzisiaj zrobię. Natomiast w kraju rozwiniętym czy to pracownik, czy szef firmy myśli przynajmniej wieczorem dnia poprzedniego, co będzie robił dnia następnego. Chcę im przekazać, że oni przynajmniej dzień wcześniej muszą wiedzieć, co będą robili dnia następnego. To jest bardzo ważne zarówno w prowadzeniu swojej działalności gospodarczej, jak i w swoim podejściu do pracy. Chciałbym jednocześnie, żeby zostali zaszczepieni pozytywnym odniesieniem tego, co się stało w Polsce. Żeby ich życie wyglądało przynajmniej tak samo, jak i nasze. Uważam, że lepiej się żyje z sąsiadem, który jest przynajmniej na średnim poziomie życia niż z sąsiadem, który jest biedny, z którym mogą być same problemy.
Długofalowa perspektywa
Jak Tadeusz Ignaciuk uzasadnia swoją działalność mającą na celu zacieśnianie współpracy między Stowarzyszeniem Przedsiębiorców Leśnych a ukraińskimi uczelniami leśnymi? – To może nie jest duży biznes dla przedsiębiorcy, ale jest to konieczność, do której podchodzę bardzo perspektywicznie. Staram się patrzeć na to trochę szerzej. Pojawią się u nas ludzie, których trzeba godziwie przyjąć, porozmawiać z nimi. Niech wrócą zadowoleni, tak samo jak ja kiedyś wracałem z Niemiec Zachodnich. To nie jest tylko wymiana studencka, ale także perspektywa przyszłych kontaktów i współpracy. Teraz studenci z Ukrainy mogą się od nas wiele nauczyć, wiele zaobserwować, zobaczyć, jak u nas funkcjonują zakłady usług leśnych, jak funkcjonuje życie w Polsce, jakim jesteśmy krajem, jak się rozwinęliśmy. W tej chwili w Polsce są firmy, którym brakuje nie tylko zwykłych robotników, ale także nawet odpowiedzialnych brygadzistów. Dobrze, gdy brygadzista z wykształcenia jest leśnikiem. Absolwenci polskich szkół leśnych chętniej podejmują pracę w administracji. Część przedsiębiorców widzi nadzieję na zatrudnienie odpowiedzialnych i zaangażowanych osób z wykształceniem leśnym pochodzących z Ukrainy, które będą pracowały jako operatorzy maszyn, czy wręcz zajmą stanowiska kierowników i pracowników nadzoru.
Jednocześnie myślę, że przy pierwszej większej klęsce żywiołowej Ukraina będzie musiała sięgnąć po nasze firmy, tak jak Litwini parę lat temu. Póki co miejsca na pracę firm polskich na Ukrainie nie ma. Mam też nadzieję, że na Ukrainie prędzej czy później gospodarka ruszy i będzie można też robić wspólne interesy – sieci dilerskie np. producentów pilarek nie są tam rozwinięte. Jeżeli teraz zadbamy o dobre kontakty z tą młodzieżą, która w przyszłości w jakiejś części będzie stanowiła władzę lasów na Ukrainie, to otwierają się przed nami szerokie perspektywy.

Fot. M. Bodył

Dodatkowe informacje