05.06.2021 Pierwsze spotkanie z dyrektorem Kubicą

Do pierwszego spotkania przedstawicieli przedsiębiorców leśnych z nowo powołanym dyrektorem generalnym LP Józefem Kubicą doszło 27 maja w Warszawie. W spotkaniu wzięło udział blisko 20 osób – reprezentantów Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych, Polskiego Związku Pracodawców Leśnych i Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych

Stronę przedsiębiorców leśnych reprezentowali: Tadeusz Ignaciuk, Waldemar Spychalski, Tomasz Parzentny, Marta Ucinek, Wojciech Wójtowicz, Włodzimierz Grzebieniowski i Lucjan Długosiewicz. Ze strony Lasów do stołu usiedli: Józef Kubica (p.o. dyrektora generalnego LP), Jan Tabor (p.o. z-cy dyrektora generalnego ds. gospodarki leśnej), Krzysztof Janeczko (z-ca dyrektora generalnego ds. ekonomicznych), Magdalena Bukowska (naczelnik wydziały zamówień publicznych i innowacji), Jarosław Piekutin (naczelnik wydziału analiz ekonomicznych i planowania), Krzysztof Rostek (naczelnik wydziału hodowli lasu), Marcin Cichowicz (p.o. naczelnika wydziału administracji, bezpieczeństwa i ochrony pracy w leśnictwie), Marian Wiśniewski, Krzysztof Knop i mecenas Jarosław Jerzykowski.

Rozmienianie na drobne

Jak to często bywa w przypadku rozmów z kierownictwem Lasów, poruszane początkowo tematy były ważne, jednak unikały istoty zasadniczych problemów współpracy usługowych firm leśnych z ich strategicznym partnerem. Padły pozytywne oceny wyników prac zespołu zajmującego się mechanizacją prac w zagospodarowaniu. Marcin Cichowicz zadeklarował przedłożenie wniosków dyrektorowi generalnemu do końca czerwca. Ze strony przedsiębiorców padła propozycja wdrożenia podpisu elektronicznego do protokołów zleceń, przekazania powierzchni i innych dokumentów wystawianych przez administrację nadleśnictw, niezbędnych do realizacji zadań przez firmy leśne, celem ograniczenia zbędnych przejazdów. Ułatwienie takie miałoby szczególne znaczenie dla dużych firm, działających na terenie kilku nadleśnictw. Mecenas Jerzykowski zapewnił, że od strony prawnej nie ma żadnych ograniczeń, by takie narzędzie wdrożyć. Dyrektor Janeczko przyznał, że dla Lasów również byłoby to jak najlepsze rozwiązanie, możliwe do wprowadzenia w rozsądnej perspektywie czasowej. Przy czym pod uwagę brane są trzy możliwości: podpis kwalifikowany (wymagający poniesienia określonych kosztów zakupu podpisu) lub nieodpłatne rozwiązania administracyjno-rządowe (podpis na profilu zaufanym i dowód osobisty z warstwą cyfrową). W kilku nadleśnictwach elektroniczne podpisy zleceń i protokołów już funkcjonują.

Żeby było uczciwie

Poruszony został temat samozatrudnienia, który jak powszechnie wiadomo, często jest po prostu akceptowanym przez prawo sposobem obniżenia kosztów pracy. Jednak w usługowej branży leśnej bywa pośrednią przyczyną wielu nieprawidłowości. Z obserwacji wynika, że osoby samozatrudnione częściej ulegają wypadkom przy pracy niż osoby zatrudnione na etacie, co wynika z większej autopresji na ilość pozyskanych metrów. Jednocześnie trudniej wyegzekwować stosowania środków ochrony indywidualnej – inspekcja pracy nie ma mechanizmu sprawdzania przestrzegania bhp, gdyż w przypadku realizacji prac w ramach podwykonawstwa przez podmioty samozatrudnione nie zachodzi praca w rozumieniu kodeksu pracy. Większym natomiast problemem jest wciąż pokutująca praca na czarno. ­– Zdarza się, że czterech samozatrudnionych, skupionych w konsorcjum, bierze zamówienie o wartości miliona złotych. Rzeczą fizycznie niemożliwą jest wykonanie takiego zamówienia i taka osoba obrasta w szereg „podwykonawców” – szwagrów, wujków, i tworzy się łańcuszek ludzi przychodzących do lasu nie wiadomo na jakich warunkach – mówił Włodzimierz Grzebieniowski. – Nie godzi się, aby w trzeciej dekadzie XXI wieku takie sytuacje nieunormowane prawnie miały miejsce, kiedy po jednej stronie jest poważna organizacja Lasy Państwowe, a po drugiej wykonawcy. Eliminacja wszelkiego rodzaju patologii, jakie rządzą sferą wykonawstwa usług leśnych, powinna być naszym wspólnym celem.

 

Kolejny problem to nieegzekwowanie przez zamawiających zapisów umów zawartych z wykonawcami. Niektóre firmy po podpisaniu umowy z nadleśnictwem i przedstawieniu zawartych umów o pracę z wymaganą na etapie postępowania liczbą pracowników, formalnie zwalniają tych pracowników. Jak z takimi firmami uczciwe konkurować? Dla zachowania możliwości zdrowej konkurencji między firmami nadleśnictwa powinny nie przymykać oczu na takie praktyki, jak również skutecznie egzekwować stosowanie wymaganych olejów biodegradowalnych czy przestrzeganie terminów dozorów technicznych maszyn. Reprezentujący LP mecenas Jerzykowski uznał jednak, że na etapie przetargu zamawiający nie jest w stanie wyeliminować przedsiębiorców jednoosobowych ani też prawa do zrzeszenia się w konsorcjum i złożenia wspólnej oferty. Aczkolwiek przyznał, że samozatrudnienie jest pewnym obchodzeniem kosztów pracy. Wskazał przy tym na zapowiedziane zmiany w ramach „nowego ładu”, które mogą zniwelować atrakcyjność korzystania z samozatrudnienia jako sposobu omijania przepisów o zatrudnieniu na podstawie umowy o pracę, która jest najbardziej pożądanym sposobem wykonywania pracy najemnej. – Wybór należy do Lasów, z jakimi partnerami chcą współpracować – skwitował Tadeusz Ignaciuk - Wiele firm działa nieetycznie i przeciwko prawu, jednak dalej funkcjonują i wygrywają przetargi. Wielu z nas zastanawia się czy jest sens kontynuować rozmowy z Lasami, bo przecież nic to nie daje. Tyle lat rozmawiamy, ale zdecydowana większość naszych postulatów nie jest poważnie traktowana. Większość członków SPL-u uważa, że powinien być to koniec naszych spotkań, które w większości nic nie wnoszą.

Huśtawka decyzji

Już niedługo nadleśnictwa będą ogłaszały przetargi na usługi na przyszły rok, których sposób konstruowania pozostaje dla sektora usługowego niewiadomą, jako że nie widać w tym względzie długofalowej polityki Lasów. Kilka lat temu pakiety obejmowały po kilka leśnictw, co sprzyjało rozwojowi silnych firm, ze sporym potencjałem ekonomiczno-sprzętowym. W ostatnich kampaniach przetargowych królowały jednak pakiety jednoleśnictwowe, co obniża próg wejścia dla firm najmniejszych. – Jeżeli chcecie, by rynek usług leśnych tworzyły firmy jednoosobowe, to proszę powiedzieć, dajcie nam dwa, trzy lata na zamknięcie firm, my to zrobimy. Jeżeli ma wyglądać inaczej, to określmy jak i dążmy w tym kierunku, nie zmieniajmy zasad co roku – mówił Wojciech Wójtowicz. – To nie może być tak, że wygrywają firmy, które nie zatrudniają pracowników – dodawał. – Część przedsiębiorców mówi że jesteśmy na dnie, a część, że pod ścianą. Sporo obaw wśród przedsiębiorców budzi także możliwość upowszechnienia metod budowania zamówień na usługi leśne według tzw. modelu zielonogórskiego. – Apeluję, żeby nie brać jako wzorca do naśladowania rozwiązań z Zielonej Góry i poczynań dyrektora Grochali, bo one nie służą ani przedsiębiorcom i ani Lasom Państwowym – dobitnie zaznaczał Tadeusz Ignaciuk. – Firmy, które zostały wyeliminowane z Zielonej Góry, muszą jakoś funkcjonować, bo mają kaganiec spłat leasingowych maszyn leśnych. Teraz grasują po całej Polsce, psują atmosferę. Naśladujmy dobre rozwiązania, które służą wszystkim. To nie jest tylko interes ekonomiczny, ale także środowiskowy i wizerunkowy, zarówno firm jak i Lasów – podkreślał prezes SPL. – Zastanawiamy się jak wyeliminować patologie z rynku usług leśnych – mówił Włodzimierz Grzebieniowski, i odwołał się do swoich ponad 20-letnich doświadczeń z prowadzenia firmy leśnej w Niemczech. – Jesteśmy w jednej Unii, w Polsce obowiązuje praktycznie to samo prawo zamówień publicznych co za Odrą, tylko tam zamówienia nie otrzyma firma bez certyfikatu wg standardu FSC czy PEFC. I to jest nasz postulat, by podjąć wspólnie prace nad certyfikacją firm leśnych. Były już takie próby, udane, raz SPL wystąpiło z inicjatywą licencjonowania firm, później gdańska RDLP z projekt Rzetelne Przedsiębiorstwo Leśne – przypominał Grzebieniowski. –Trzeba ustanowić zdrowe zasady współpracy. Powinna być jednolita spójna polityka leśna wobec usługodawców na rynku leśnym. A jest zmienność, huśtawka decyzji.

Sedno problemów

– Słuchając wcześniej kolegów odniosłem wrażenie, że oczekujemy od naszego partnera w biznesie, LP, żeby sobie chciał strzelić w stopę – stwierdził z przekąsem Waldemar Spychalski. – Dopóki samozatrudnienie jest w naszym kraju legalne, to nie można go podważać. Ale z czego ono wynika, to wiemy - to jeden z najtańszych sposobów zatrudnienia. Jako przedsiębiorcy mamy do wyboru wysyłać pracowników na samozatrudnienie, albo zatrudniać na 1/8 etatu, żeby ograniczać koszty zatrudnienia. Albo będziemy szukać przyczyn tego zjawiska, albo likwidować objawy, które ta choroba wywołuje. A przyczyną jest, jak wszyscy wiemy, sposób kosztorysowania naszych prac przez nadleśnictwa. O certyfikat dla firm wnioskowałem już dawno – kontynuował Spychalski. – Od 12 lat mam certyfikat niemieckiego PEFC, bo inaczej nie mógłbym na tamtejszym rynku funkcjonować. Ale rozumiem leśników, że nigdy nie byli zainteresowani takim rozwiązaniem. Jeżeli przedsiębiorcy będą musieli ponosić dodatkowe koszty posiadania certyfikatu, to leśnicy będą musieli więcej zapłacić za usługi leśne. Zatem ze zrozumiałych względów leśnicy nie są zainteresowani, żeby popierać taką inicjatywę. Wydawałoby się, że Lasom, jako poważnej firmie państwowej powinno być na rękę, byśmy podnosili poziom usług i świadczyli je na odpowiednim, europejskim poziomie. Natomiast odnosimy wrażenie, że idziemy wszyscy po taniości. Niestety idea taniego państwa idzie z góry. Tylko do jakiego stopnia jest to jeszcze oszczędność, a do jakiego zaczyna być wykorzystywanie partnera w interesach i powodowanie załamania się całego rynku? – retorycznie pytał Waldemar Spychalski. – Jeżeli wiemy, że podczas kosztorysowania naszych usług nasi partnerzy przyjmują jako stawkę wyjściową pracy pilarza 20 zł, z pilarką, gdzie temu pilarzowi trzeba najmniej zapłacić te 20 do ręki, to jak mamy to rozumieć? Czy to jest jeszcze oszczędzanie, czy już nierozumienie co się dzieje na rynku? Przecież wiadomo, że sprzątaczka zarabia więcej.

Co z katalogami?

– Leśnicy bronią się, że niska stawka za roboczogodzinę brana do kalkulacji kosztów usług bierze się stąd, że katalog norm pracochłonności zawiera normy zawyżone, w związku z czym nie mogą stosować normalnych rynkowych stawek, bo wtedy suma kosztów za usługę wyszłaby zbyt wysoka – kontynuował wątek rozliczeń z firmami Waldemar Spychalski. ­– Mówimy – sprawdźmy to. Przecież my jako przedsiębiorcy cały czas monitorujemy wydajność naszych pracowników, bo inaczej byśmy splajtowali. Przekonaliśmy dyrektora Tomaszewskiego, by zweryfikować katalogi norm. Bedoń się tym zajął. Umowa była taka, że kiedy prace zostaną zakończone, to przedsiębiorcy dostaną katalogi do konsultacji. Spotkanie przed wdrożeniem obiecał także dyrektor Konieczny. Nie otrzymaliśmy do tej pory, konsultacje się nie odbyły, a przecież według nowego katalogu mają być podobno szacowane kosztorysy na rok przyszły. Stąd nasze rozgoryczenie. Mamy rozmawiać uczciwie, rzetelnie, a tak się nie dzieje. Stąd przekonanie co do sensu naszych spotkań jest mocno podważone. Mamy nadzieję, że nowy dyrektor podejmie ten temat i będziemy mogli zapoznać się z nowym katalogiem zanim zostanie wprowadzony do użytku – zwrócił się Spychalski do dyrektora Kubicy. Dodał też, że w dalszej kolejności należałoby się zająć tematem stawki godzinowej w pozyskaniu drewna, wzorem zespołu powołanego w 2011 roku przez dyrektora Pigana, celem prawidłowego oszacowania płacy drwala, wykonującego najbardziej niebezpieczną pracę w Polsce.

Kluczowa sprawa

Wątek katalogów podjęła Magdalena Bukowska, naczelnik wydziału zamówień publicznych w DGLP. Przyznała, że katalog norm czasochłonności został już wdrożony zarządzeniem dyrektora generalnego z dnia 13 kwietnia („Drwal” 6/2021). Przy czym zweryfikowany został katalog w zakresie pozyskania i zrywki drewna, natomiast katalog w zakresie zagospodarowania będzie poddany dalszym pracom uzupełniającym. – Stawka, która była wykorzystywana z racji niedociągnięć katalogowych, była nie do końca racjonalna – stwierdziła Magdalena Bukowska. – Stąd te prace chcieliśmy wreszcie zakończyć. Można było to przeciągać kolejne lata, robić kolejne spotkania, konsultacje. Uznaliśmy, że ten katalog zweryfikowany będzie na pewno lepszy niż ten, który obowiązywał od wielu lat. Dlatego prace zostały na pewnym etapie zakończone formalnie. Naczelnik Bukowska powiedziała też, że zgodnie z zapisami zarządzenia katalog ma służyć do prac planistycznych na etapie przygotowania szacunków, docelowo nie będzie narzędziem kluczowym w relacjach zamawiających i wykonawców. – To rynek ma zweryfikować, jak ostatecznie ułożą się relacje na linii zamawiający – firmy leśne, jakie kontrakty zostaną zawarte – stwierdziła pani naczelnik. Waldemar Spychalski, który podjął na spotkaniu temat katalogów norm, nie dał się jednak zbyć tymi słowami: – Na podstawie katalogu norm państwo kosztorysujecie zlecenia, więc jesteśmy absolutnie, może nawet bardziej niż państwo zainteresowani wynikami wyliczenia na nowo norm czasu pracy. Wiemy z doświadczenia, że na ogół firma nie może składać oferty o wartości wyższej niż kosztorys zaplanowany przez nadleśnictwo, żeby przetarg w ogóle nie został unieważniony, a oferta odrzucona jako zbyt wysoka. Nas bardzo interesuje jaki będzie po nowemu szacowany koszt prac leśnych, które będziemy wykonywać. Jeżeli mamy przystąpić do przetargu, to musimy wiedzieć z czym się będziemy mierzyć, to jest dla nas kluczowa sprawa! – podkreślił Waldemar Spychalski. Wyraził też swoje obawy co do nowych norm: – My niemal codziennie weryfikujemy pracochłonność i nam się wydaje, że wartości w tym starym katalogu za bardzo nie odbiegają od rzeczywistości, w 80% pokrywają się. Wydajność wcale nam nie rośnie, jak mówią niektórzy leśnicy, przeciwnie, ona nam spada. Maszyny robią coraz szybciej, ale ludzie pracują coraz wolniej. Średnia wieku pracowników zatrudnionych w zulach cały czas się podwyższa. Brakuje młodych ludzi, co sygnalizujemy od lat. Jeżeli kolejni dyrektorzy generalni LP obiecują nam, że przed wdrożeniem katalog zostanie nam przedłożony, choćby w celach konsultacji z najbardziej zainteresowaną stroną, to chyba możemy tego oczekiwać w ramach budowania właściwych relacji. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Przecież nie możemy i tak niczego Lasom narzucić. Nie mamy wpływu na to czy przyjmiecie nasze zdanie i wprowadzicie sugerowane przez nas poprawki czy nie – mówił Waldemar Spychalski.

Co dalej?

Dyrektor Krzysztof Janeczko zadeklarował, że spotkanie z przedstawicielami przedsiębiorców leśnych w sprawie katalogów zostanie możliwie szybko zorganizowane, już w czerwcu. – Jest to dobry moment, żeby przedstawić jak zbudowane są nowe katalogi, nowe przetargi nie zostały jeszcze ogłoszone – zaznaczył Janeczko. I dodał: – Nie mamy wątpliwości, że stare, przyjęte 20 lat temu katalogi, są nieaktualne. Zmieniają się technologie, zmienia się sposób realizacji prac, są coraz wydajniejsze maszyny. Dlatego też prace nad nowymi normami pracochłonności potraktujemy jako prace ciągłe. Bedoń wie o tym, że będzie miał stałe zlecenie na weryfikację poszczególnych rodzajów prac w aspekcie ich pracochłonności. Mamy nową filozofię katalogów pozyskaniu i zrywce. Wcześniej były tabele, teraz mamy algorytmy matematyczne, które trzeba było zaimplementować do SILP. Chcemy też przekazać informacje o innych aspektach naszej współpracy, m.in. o standardzie prac leśnych, które chcemy wdrożyć do planowania. Na zakończenie dyrektor Józef Kubicy zapowiedział cykliczne spotkania z przedstawicielami przedsiębiorców leśnych, przy czym pozytywnie odniósł się do zaproponowanego prze dyrektora Janeczko terminu czerwcowego. Przyznał też, że jest wiele rzeczy do zrobienia dla uzdrowienia relacji firm leśnych z PGL LP. Zapewnił przy tym, że pochyli się nad zgłaszanymi problemami, a wiele z nich z pewnością zostanie spełnionych.

Dodatkowe informacje